Coś takiego się we mnie dzieje, że nie mogę przestać myśleć o kalendarzach.

Zaczęło się od tego, że kupiłam gazetę, wydanie październikowe, z kalendarzem na 2016 rok.

Wciąż jeszcze wypełniam ten stary, sfatygowany, wymęczony jak moje ciało i moja psychika, kalendarz 2015. Notuję w nim skrupulatnie co jem, jak się czuję, gdzie zaswędziało, kiedy zaczęła się ujawniać ósemka i kiedy, przy użyciu przystojnego dentysty zniknęła bez śladu (no, prawie…), kiedy i który węzeł się powiększył, a kiedy zmniejszył (na razie jest tylko o powiększeniu, zmniejszyć póki co się nie chcą, czym wprawiają w ataki paniki). Swoją drogą, mam nadzieję, że te węzły nie zasupłają mi się tam przypadkiem w jakieś guzy, które znowu trzeba by chemią traktować. W sumie to chyba już bym się drugi raz na chemię nie zdecydowała. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego teraz wszystkich do Chemii ciągnie. Wszędzie chemia. W szpitalach, w jedzeniu, teraz jeszcze w kinach. Mnie już wystarczy.

Notuję w tym kalendarzu i notatkom się przyglądam, analizuję, wychwytuję prawidłowości, nieprawidłowości, rozumiem lepiej. Powraca poczucie kontroli, przewidywalności. jest przyczyna i jest skutek. Nadal nie bardzo potrafię jednak dojść, skąd się u mnie wzięła ta choroba. Całą sobą wzbraniam się przed myślami o moich przeszłych przewinieniach. Jako dowód, że to tak nie działa, myślę sobie, że małe dzieci też chorują, a czym one mogły zawinić? Wcale nie jest mi lepiej od takich myśli, ale przynajmniej porzucam układanie zaklęć, że niby jak zrobię to i to, przeproszę się z tym i tym, tej i tej powiem ciepłe słowo, że jak już stanę się tym chodzącym ideałem, to choróbsko też nigdy nie wróci. Takie myślenie jest bardziej chore niż ta cała choroba.

Przypomina mi się wpis Chustki, o racjonalnej terapii zachowania. Trafiają do mnie te słowa. Aż chyba sobie nad łóżkiem powieszę. W kalendarz wkleję. W telefonie przypominanie ustawię. I będę wdrażać, choćby miały mi się zrobić psychiczne zakwasy.

Notuję i, z coraz większą niecierpliwością, zerkam na pachnący nowością kalendarz, pusty, czekający na nowe notatki. Z nadzieją na niego patrzę. Z nadzieją patrzę w przyszłość…

*

Wyniki tomografii w obróbce specjalisty radiologa. Za osiem dni, o tej porze, będę już wiedziała. I obym wyła wtedy ze szczęścia. Czerpię przyjemność z myśli o zdrowiu. A przyjemność przekształca się w energię. Einstein tak twierdził, a on znał się na rzeczy.