Wczoraj, trzęsąc się ze strachu, uświadomiłam sobie, że choć obawiam się wyników PETa, to jednocześnie zupełnie nie wierzę, aby miało mnie coś złego spotkać.

I tak oto wróciło zaufanie.

Dziś, w ciągu 40 minut oczekiwania na badanie i 20 minut w trakcie badania powtarzałam ciągle w myślach, że jestem zdrowa. Mnożyłam powody, dla których tak właśnie jest.  Pielęgnuję je teraz w sobie, trzymam się ich. I biegnę na bazar po kosz owoców. Z bananem na twarzy :)

ps. Dziś jest taki dzień, że nawet twardy niemiecki brzmi dla mnie mięciutko.